INFORMACJA DLA DYSKUTANTÓW

Zapraszam wszystkich chętnych do merytorycznej dyskusji. Materiał starałem się, przynajmniej z grubsza, podzielić na tematyczne wpisy, do których zamieszczane są komentarze. Przy czym komentarze ważą tyle samo co wpisy – proponuję więc przeglądać wszystko. Każdy może nadsyłać komentarze przez stronę (aby je otworzyć należy użyć linku „Comments”), albo – na razie – słać teksty bezpośrednio do mnie w załącznikach. Teksty – jako komentarze do tematu lub wpisy (nowy temat) - ukażą się po zatwierdzeniu i ew. adiustacji.

Andrzej Zimniak, 26.12.2009

Dyskusja po werdykcie i kilka innych spraw

Poniższy tekst nadesłał Emil Strzeszewski dn. 25.12.2009 w celu publikacji na niniejszym blogu. Tekst dodał Andrzej Zimniak.

Kolejny głos w dyskusji trzeba zacząć od tego: mogłoby się wydawać, że cała debata o roli, doniosłości oraz skutkach nagrody im. Jerzego Żuławskiego jest pewną wisienką na torcie – prezentem dla tych, którzy byli obecni na każdym etapie tworzenia się nagrody, którzy obserwowali głosowanie elektorów, potem ogłoszenie werdyktu szacownego Jury, a wreszcie mogli wspólnie cieszyć się na gali na konwencie Falkon. Pojawiałoby się wtedy pytanie – czy nie jest to pewien element „marketingowy”, który ma za zadanie przyciągnąć tych, którzy uważają, że zadanie „Żuława” kończy się na wskazaniu zwycięzców? Ani jedno, ani drugie nie jest prawdą. Dyskusja ta wynikła spontanicznie, wykiełkowała z jednej myśli i poszła w świat, ewoluując. Efektem są owe głosy malkontentów (w tym niżej podpisanego) tu, na blogu. Rolą tejże rozmowy jest niejako wskazanie ewentualnych niedociągnięć (o ile takowe się faktycznie mają miejsce) oraz filozofowanie o tym, co by było, gdyby było inaczej, niż jest w rzeczywistości. I, dodajmy, jest to główny cel debaty oraz rzecz niezwykła.

Niezwykła dlatego, iż owi malkontenci (w tym niżej podpisany), uprawiają swoje malkontenctwo nigdzie indziej, jak na stronach nagrody im. Jerzego Żuławskiego. Gdyby gdzie indziej ten spór się toczył, mogłoby zaistnieć podejrzenie o złośliwość krytyków nagrody, ich niecne intencje albo nieczystość ich posunięć. Tymczasem wszystko znajduje się tutaj. Andrzej Zimniak dopuszczając nas do głosu (malkontentów) zachowuje się jak dobry ojciec, który chce nauczyć swe dziecię życia poprzez puszczenie go na głęboką wodę. Przygląda się z bliska, czasem wkracza z obronnym słowem, moderuje, czuwa. Gdyby ten spór toczyłby się o „wygraną”, o „słuszność poglądów”, Andrzej już by go wygrał, bo wprowadzając nas w to miejsce pokazuje, iż nie boi się krytyki i jej pożąda (tak samo, jak całe środowisko „Żuława”). Nasze narzekanie jest niniejszym przez niego „uświęcone” (trzeba tu dodać, iż każdy argument, którzy malkontenci chcą wygłosić, zostaje tu wygłoszony, cała jego argumentacja także), a my zachowujemy się jak ludzie, którzy zamiast narzekać, poddają raczej pod dyskusję wszystko, co przyjdzie im na myśl. Rzecz to, powtórzmy, niezwykła, bowiem zarówno nam, jak i drugiej stronie sporu (pojęcie to traci tutaj swój pierwotny sens) zależy na tym, aby nagroda stała się ważnym elementem życia fantastycznego w Polsce i aby rozwijała się, ku uciesze fanów, krytyków, wielbicieli, nagrodzonych, nominowanych oraz tych, którzy jeszcze nie zdecydowali, jakie zajmą stanowisko wobec „Żuława”.

Dlatego popieram w pełni inicjatywę działalności tego bloga oraz Salonu, do którego link prowadzi po prawej stronie. Jest to pewne budowanie społeczności poprzez tworzenie świadomości tych, którzy zawędrują w te rejony. Szkoda, że nie toczyła się do tej pory dyskusja po ogłoszeniu wyników „Żuława”. Polski fandom ma to chyba do siebie, że na werdykty reaguje neutralnie – ot, zostali wyłonieni zwycięzcy, gratulacje! Tylko, że przecież nie o to chodzi. Sęk w tym, iż trzeba rozmyślać nad tym, co takiego znajduje się w danej książce, iż zasługuje na nagrodę. Nie zostawiajmy tego szacownemu Jury. Każdy czytelnik ma prawo oraz obowiązek nie tyle zgodzić się lub nie zgodzić z werdyktem (jest, jaki jest), co powinien rozważyć słabe i mocne strony danej książki, zarówno tej wygranej, jak i reszty. Czemu jest ona według zawodowych krytyków lepsza niż inne? W czym się wybija? Czy jest o tyle ważna, że należy w ogóle o niej mówić? Czy nie warto skonfrontować jej treści oraz sensu z innymi treściami oraz sensami? Każdy czytelnik jest krytykiem, czy tego chce, czy nie, a ta dyskusja ma o tym przypomnieć (jest to jeden z jej ważnych aspektów).

Szkoda, że nic takiego nie ma miejsca – nawet my, malkontenci, nie podejmujemy tej rękawicy (chociaż może już niedługo ktoś z nas się odważy), a jedynie wspominamy o takiej możliwości. Jednak już sam fakt tego, że wskazujemy tą opcję, jest istotny i (bądź, co bądź) zgadza się chyba z zamysłem twórców „Żuława” – że o książkach fantastycznych trzeba dyskutować na poziomie.

Aby jednak poziom utrzymany był na poziomie, a nawet podwyższał się jak przysłowiowa poprzeczka – trzeba ustawić właśnie taką poprzeczkę wobec samej nagrody im. Jerzego Żuławskiego. Pierwszym problemem, na który zwrócił uwagę Jacek Sobota, jest ewidentnie zgodność wyników nagrody im. Zajdla z nagrodą im. Żuławskiego. Aspekt ten rozwinął Jacek, więc trzeba o nim jedynie tutaj przypomnieć oraz postawić pytanie – czy naprawdę jest tak, że tak mało jest w polskiej fantastyce rzeczy ważnych i dobrych (czy też na tyle oryginalnych, świeżych, solidnie wykonanych chociażby), że trzeba dublować wyniki? Po drugie – idea „Ekspozycji”, której nieścisłość zauważyłem ja, a dodał od siebie coś w tej sprawie Jacek. Trzecią sprawę dołożyłem powyżej – jest to problem braku dyskusji po werdykcie. Taka debata o roli utworów nominowanych i nagrodzonych jest konieczna, jeśli „Żuław” chce pretendować do miana opiniotwórczej nagrody. Tutaj jednak panaceum jest prostsze niż mogłoby się wydawać – reklama (trzeba rozgłosić istnienie Salonu oraz tego bloga) oraz nadzieja, iż reklama zda egzamin.

Miejmy nadzieję, że zda, bo sami malkontenci nie wystarczą, aby coś wskórać. Być może potrafią oni wskazać problemy, ale nie potrafią im zaradzić. Nawołuję więc, aby pojawił się głos z drugiej strony. Czekamy na Was! Jesteście nam tak samo potrzebni, jak my Wam! Powiedzcie, jak to widzicie!

Emil Strzeszewski

Wojny Klonów – dublowanie Zajdla?

Andrzej Zimniak to człowiek czynu. Zawziął się i stworzył nagrodę, która cieszy się renomą. Podziwiam go za to i niezwykle cenię. Ja natomiast jestem malkontentem, który trudni się głównie szukaniem dziury, nawet w dziele udanym. Istnienie ludzi takich jak Andrzej jest konieczne. Istnienie ludzi mego pokroju jest niekonieczne, ale istnieją, niestety, skubańcy.

Andrzej Zimniak to człek w garniturze – salonowiec, lew, światowiec. Ja chodzę w powyciąganym swetrze. Garderoba Andrzeja jest właściwa. Ja powinienem lepiej się ubierać. Problem w tym, że nie umiem. Nie mogę. Nie potrafię oddychać w garniturach.

Ad rem. Andrzej uważa, że zbieżność werdyktów obu przyznających nagrodę gremiów jest nobilitująca dla obdarowanego (spieszę wyjaśnić, że nie atakuję nagrodzonych – zupełnie nie jest to moim zamiarem) – i tak zapewne jest w istocie; ale spójrzmy na to z innej strony – być może owa bliźniaczość denobilituje jedną z nagród? Po co bowiem powstała nagroda Żuławskiego, skoro mamy już nagrodę Zajdla, tak udaną jakoby? Dublowanie werdyktów pozbawione wydaje się sensu. Można, oczywiście, powoływać się na przykład Nebuli i Hugo, gdzie często zdarzają się zbieżne werdykty. Ale Nebula to jednak nie Żuławski (przyznam, że wyżej cenię Żuławskiego; przynajmniej jeśli idzie o założenia wyjściowe – to jednak nagroda profesjonalnych krytyków, a nie li tylko profesjonalistów), a Hugo to nie Zajdel (przyznam, że znacznie wyżej wyceniam Hugo – pod każdym względem). Po co, Andrzeju, powstała nagroda Żuławskiego? Może inaczej – z jakiego powodu? Przecież nie z przyczyny niedosytu nagród. Mamy wszak i Sfinksa. Skoro ani werdykty fanów, ani sposób ich wyłaniania nie budzą wątpliwości, to wojna klonów nie jest nam potrzebna.

Istnieje przekonanie – przysłowiowe już – o rozbieżności gustów krytyków i czytelników. Byłaby nagroda Żuławskiego wyjątkiem potwierdzającym regułę; a może wyjątkiem regułę niweczącym (możliwe są różne punkty widzenia)?

Upierałbym się jednak przy poszukiwawczej roli (głównej!) nagrody Żuławskiego, ale dostrzegam oczywiście tu grzech pierworodny, skazę pierwotną wszystkich chyba nagród – czyli gremium dokonujące wskazań. Andrzej oparł się na opiniotwórczych fanach; i bodaj nie miał innego wyjścia – fani czytają bezinteresownie i sporo. Gremium elektorskie nominuje zatem mniej więcej te same książki, co fandom (bo to jest fandom!) Czy da się to inaczej zorganizować? Nie sądzę.

Andrzeju, wiem, że jest już na to za późno, wiem, że inaczej ułożyliście statut nagrody, ale wolałbym, żeby była to nobilitacja bardziej niepokorna, mniej akademicka (mimo, a może – paradoksalnie – dzięki udziałowi w niej akademików). Żeby główne laury nas zaskakiwały, budziły kontrowersje, inspirowały.

Jacek Sobota, 21.12.2009

 

Zaczęło się od…, i projekt Ekspozycji Literatury Fantastycznej

Zaczęło się od mojej uprzejmej, choć polemicznej wymiany zdań na forum „Nowej Fantastyki” z Andrzejem Zimniakiem, pomysłodawcą Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego. Andrzej natomiast polemizował z Pawłem Matuszkiem, który z kolei podjął polemikę z uzasadnieniem werdyktu Szacownego Jury, wygłoszonym przez prof. Smuszkiewicza. Tak oto polemika zyskała skalę piętrową, choć każdy z kim innym polemizował i w trochę innej sprawie.

Ośmieliłem się w swoim tekście wyrazić wobec członków Jury pewne oczekiwanie – uznałem bowiem, że nagroda Żuławskiego winna spełniać inne nieco funkcje niż np. nagroda im. Janusza Zajdla. Nagroda fandomu polskiego siłą rzeczy jest rodzajem plebiscytu przeprowadzanego z pewną regularnością w środowisku dosyć zamkniętym, gdzie funkcjonują określone gry sił i oddziaływań; nie tylko jakość dzieła promieniuje na głosujących, lecz również barwne osobowości autorów książek wycenianych oraz np. strategie marketingowe. „Zajdel” jest zatem trochę jak formuła 1 – na sukces składa się tu praca zespołowa, a także cały bagaż okoliczności towarzyszących. Nagroda Żuławskiego jest przyznawana przez krytyków niezależnych, nieuwikłanych w sieci zależności fandomowych. Być może ta właśnie nagroda winna spełniać nieco inne zadania – bardziej poszukiwawcze, ekstrapolujące nowe trendy w fantastyce polskiej, odkrywające ciekawe zdarzenia literackie. Może owe wydarzenia nie zawsze będą miały postać gotową, skończoną, doskonałą, może będzie to raczkująca nowa jakość.

Pewien niepokój budzi zatem fakt pokrywania się werdyktów obu wymienionych gremiów, choć absurdalnym byłoby oczekiwanie całkowitego braku kompatybilności gustów – wyrobionych wszak literacko – fanów oraz krytyków. Od czasu do czasu werdykty pokrywać się muszą, oby wszak nie stało się to regułą.

Być może należałoby stworzyć jakąś kategorię specjalną (właśnie „poszukiwawczą”) nagrody Żuławskiego, obok głównego werdyktu. Poddaję to pod dyskusję.

Jacek Sobota, 17.12.09

Matuszkowa „Rażąco subiektywna optyka”

Uwagi polemiczne wobec wstępniaka w NF 12/2009

Tekst wstępniaka do Nowej Fantastyki 12/2009 autorstwa Pawła Matuszka przeczytałem z niejakim zdziwieniem. Pragnę na wstępie podkreślić, że owo zdziwienie i wszelkie moje niżej przedstawione uwagi mają swoje źródło wyłącznie w odbiorze czytelniczym. Nie mam ani zamiaru, ani delegacji, aby mieszać się w spory literaturoznawców, jednak rzeczony wstępniak został zaadresowany do szerokiej publiczności, więc jako członek tej społeczności jestem w prawie go skomentować.

Przypomnę, że Paweł Matuszek – były Juror Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego (jest aktywnym autorem opowiadań, więc w 2009 r. nie mógł uczestniczyć w pracach jury) – wyraża swoją opinię o wystąpieniu profesora Antoniego Smuszkiewicza dotyczącego „Kameleona” Rafała Kosika, laureata Głównej Nagrody w 2009 roku. Pisze: „W mojej ocenie użycie rażąco subiektywnej optyki przez profesora literatury burzy intelektualny porządek…”. Przedtem autor wstępniaka wyjaśnił, że owo burzenie porządku polegało na tym, iż „Wyliczanie zalet zaczął od uwagi, że książka czyta się sprawnie i lekko i kontynuował wywód w tym właśnie stylu”. Continue reading ‘Matuszkowa „Rażąco subiektywna optyka”’

Spotkał Żuławski Zajdla

Ktoś mi niedawno zarzucił, że robimy “drugiego Zajdla”, bo te same utwory są nagradzane w obu konkursach. Powiedziałem mu na to, że to bardzo dobrze, wręcz doskonale, gdy jedno dzieło zdobywa różne laury. Rafał Kosik na pewno świętował trzy dni i noce, ponieważ jego “Kameleon” wytypowany został zarówno przez czytelniczy lud w plebiscycie, jak i przez grono szacownych naukowców-literaturoznawców, doktorów (niektórych habilitowanych) publikujących poważne prace naukowe o literaturze fantastycznej. Każda z tych grup dysponuje zupełnie innym instrumentarium: czytelnicy premiują frajdę z lektury, oceniają na ile tekst jest “jazzy” (cool, trendy, si, odlotowo wypasiony itd.), ale – co ważniejsze – także dysponują tzw. zbiorową mądrością i tworzą statystykę – rzecz jasna pod warunkiem, że fluktuacje zewnętrzne nie są zbyt silne. Natomiast naukowcy mają swój uniwersytecki warsztat badawczy, przez który bezwiednie przepuszczają nawet króciaki z “Wyborczej”, a przed fluktuacjami dość skutecznie chroni ich poczucie zawodowej niezależności opinii. Jeśli ogląd z tak różnych pozycji daje podobną ocenę na skali, świadczy to przede wszystkim o uniwersalnych wartościach dzieła. A więc: żadna z wymienionych dwóch nagród nie dubluje drugiej, one tylko próbkują literacką materię diametralnie odmiennymi metodami. Gdy w wyniku obserwacji astronomicznych obiekt zostanie zlokalizowany w dwóch różnych zakresach widmowych, np. w świetle widzialnym i w obszarze fal radiowych, wniosek jest taki, że spostrzeżenie nie jest artefaktem, że on tam rzeczywiście jest! Jest i świeci, emitując promieniowanie o odpowiednio szerokim spektrum.

Załóżmy jednak, że w przyszłym lub którymś kolejnym roku różne dzieła wezmą dwie pierwsze nagrody – Żuława i Zajdla – wtedy ów wynik będzie równie interesujący, informując nas o czymś zgoła innym niż w tym roku, choć także istotnym. Zapewne okaże się, że każda ze zwycięskich książek adresowana jest do odmiennej grupy odbiorców. Jakiej – zastanowimy się wtedy, kiedy będziemy mieli przed sobą konkretne utwory.

Andrzej Zimniak, 7.11.2009

***

Sci-Fi, come back!

Jak stwierdził prof. Smuszkiewicz, przewodniczący Jury, Rafał Kosik “wykosił” konkurencję i zachowując zdecydowaną przewagę wziął pierwszą Nagrodę. Wygrał “Kameleon”, powieść nie będąca arcydziełem, ale na pewno najlepsza na fantastycznym rynku w 2008 roku (koniec swobodnego cytatu). A więc zwyciężyło dzieło na wskroś fantastycznonaukowe, powiedziałbym że nawet nieco staromodne w wykonaniu. Przecież tak się teraz nie pisze: na jej kartach nie uświadczysz wampira ni wilkołaka, żadne tam pierścienie nasycone magią, ani krzty historii alternatywnych, nikt nie zachłystuje się krwią i nie żuje bebechów, eksperymentów językowych – brak, kanwy legendarno-mitycznej – brak, z duszy ekshibicji się nie robi, politycznych aluzji żadnych, a w tle, nawet dalekim, nie widać gejów, lesbijek czy Murzynów, ba, nie wykorzystuje się kobiet (chyba że za ich radosnym przyzwoleniem), no i w dali nawet nie mignie złowrogi cień pedofila. Za to w centrum znajduje się pomysł i jego technofilozoficzne rozwinięcie. Cóż, jednak właśnie taką “ułomną” prozę wybrali zarówno Jurorzy spod znaku Żuławskiego, jak i plebiscytanci spod herbu Zajdla.

Spójrzmy dalej: złote laury Wyróżnienia bierze Krzysztof Piskorski za steampunkową, alternatywnohistoryczną, trochę pachnącą Verne’em (ale nie jego optymistyczną wiarą w rozum i naukę) opowieść “Zadra” (t.1), która niewątpliwie też jest fantastyką naukową, oczywiście mniej klasyczną niż “Kameleon”, ale zawsze. Srebrne laury przypadły Annie Brzezińskiej za “Ziemię niczyją”, opiewającą epizody I Wojny Światowej w sposób zdecydowanie realistyczny, a nawet chwilami naturalistyczny – człowiecza kaźń znajduje się na pierwszym i drugim planie, a dopiero na trzecim przemykają potwory (demony zrodzone w ludzkiej duszy?).

A co czyni Anna Kańtoch, zdobywczyni jedynej nominacji jurorskiej Nagrody oraz laureatka Zajdla za opowiadanie “Światy Dantego”? Tworzy przejmującą, do granic możliwości naładowaną emocjami opowieść – tak, oczywiście także fantastycznonaukową. Diabły latają w powietrzu, ale są to stuprocentowo materialni Obcy, niemający nic z duchów ani strzyg. Są kwantowo albo w inny sposób splątani ze światem ludzkiej kultury, ale takie ujęcie to też science-fiction!

Konkluzja jest jasna: być może jesteśmy świadkami wielkiego come back fantastyki naukowej. Fantastyki o nowym obliczu, sięgającej głęboko w ludzką kulturę i psychikę, której daleko do stawiania kapliczek nauce, ale która tak naprawdę nauką się żywi. Być może czytelnicy mają już dosyć alegorii niematerialnych i pragną wrócić na stabilniejszy grunt logiki materialistycznej i technologicznej prognozy, nie stroniąc rzecz jasna od przenośni i aluzji, a także od emocjonalnego oglądu świata. Być może. W zeszłym roku był Dukaj, który jest kategorią samą w sobie, choć jego “Lód” ma do SF dość blisko. Zobaczymy, co będzie za rok, ale niewykluczone, że historia fantastyki również kołem się potoczy.

 Andrzej Zimniak, 7.11.2009

***

Mamy stronę!

Gdyby strony internetowe miały burty, należałoby dziś o jedną z nich rozbić porządną flaszkę szampana. Wreszcie mamy profesjonalną, ambitnie zaprojektowaną stronę Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego! To ważny moment, bo jak cię widzą, tak cię piszą. Strona, oprócz obszernej części informacyjnej, ma blogi, forum, planowana jest wersja angielska, galeria, będziemy publikować wypowiedzi znanych ludzi, wywiady, recenzje i fragmenty nagrodzonych utworów, a także urządzać rozmaite konkursy.

Warto wymienić głównych animatorów przedsięwzięcia. Inicjatywę i konsekwencję wykazał Tymoteusz Wronka, od strony artystycznej i technicznej wspierał go Łukasz Najda. Oni będą opiekunami tej strony. Twórcą loga Nagrody i cennym doradcą jest Rafał Kosik. Nie można nie wspomnieć o konsultacjach i propozycjach Tomasza Wnuczka i Łukasza Laskowskiego. Moja rola była skromna i ograniczała się głównie do stymulacji, nieraz dość aktywnej, i do dobrych rad. I do udostępnienia zgromadzonych przez siebie materiałów.

Jak wiadomo, równolegle z ustanowieniem Nagrody w 2008 roku sam stworzyłem stronę informacyjną, na pewno nie do końca profesjonalną, ale nieźle spełniającą swoją rolę. Na razie nie zamierzam jej zamykać, a w przyszłości – zobaczymy. Jakieś podstawowe wiadomości o Nagrodzie na pewno na swojej stronie autorskiej pozostawię.

Co dalej? Jak wspomniałem, mamy szerokie plany. Równolegle chcemy rozwijać zawartość merytoryczną i zbudować grafikę, ale taką, która będzie zapierać dech! Chcemy, aby strona miała dynamiczną treść, a więc nie tylko dostarczała bieżących informacji, ale ciągle pokazywały się nowe działy, wypowiedzi, grafiki, materiały. Ile z tego da się zrealizować, zobaczymy, ale jesteśmy jak najlepszej myśli. Wiele będzie zależało od dobrej woli naszych współpracowników i kooperantów, ale najwięcej musimy wymagać od siebie.

Jaka ma być moja rola w tym przedsięwzięciu? Nadal chciałbym być stymulatorem, konsultantem programowym, będę zamieszczał bieżące doniesienia, pilnował niektórych terminów i dostarczał wybranych materiałów. Czuję, że powinienem od czasu do czasu coś napisać na blogu. Nie jestem w stanie przyjąć wielu dodatkowych obowiązków, ale na pewno dołożę swoją cegiełkę do tego ważnego projektu.

Andrzej Zimniak

Komentarz do głosowania Elektorów w 2. edycji Nagrody J. Żuławskiego

Mamy za sobą głosowanie Elektorów w 2. edycji Nagrody J. Żuławskiego – głosy zostały podliczone, wyniki ogłoszone. Nasuwa się kilka wniosków statystycznej natury, zwłaszcza w odniesieniu do pierwszego głosowania, które odbyło się w 2008 roku.

Ogólnie jestem zadowolony, bo w tym (2009) roku liczba Elektorów wyniosła 63 osoby wobec minimum 40 wymaganych w regulaminie. W porównaniu z zeszłym rokiem, kiedy głosowało 52 Elektorów, nastąpił wzrost o 21%. Te wyniki nie są złe, ale też nie wprawiają w zachwyt. Ubiegły rok był nietypowy, wszystko robiliśmy w ekspresowym tempie, zarówno pozyskiwanie Elektorów, jak i samo głosowanie odbywały się w pośpiechu. Wtedy mieliśmy tygodnie, w tym roku – miesiące. W związku z tym teraz liczyłem na więcej, wstępnie szacowałem liczbę głosujących na 80. Było trochę mniej.

Przedstawię jeszcze kilka interesujących danych liczbowych. Otóż zaproszenia wystosowałem aż do 123 potencjalnych wyborców. Z tej liczby na starcie odpadło 6 osób, ponieważ niektórzy okazali się autorami, inni stwierdzili, że za mało czytają, jeden skutecznie zmienił adres, a jeden odmówił ze względu na przekonania – pozostało więc 117. Spośród nich głosowały 63 osoby (54%), niektórzy potwierdzili swój udział i nie zagłosowali (10 osób, 8%), pozostali – niestety – w ogóle nie odpowiedzieli na zaproszenie (44 osoby, 38%). Cóż, według dzisiejszych standardów brak odpowiedzi jest odpowiedzią. Z drugiej strony wiele osób spośród głosujących było przekonanych, że biorą udział w ważnym wydarzeniu i ich praca ma sens. Głównie na nich liczę w kolejnych edycjach Nagrody.

Docelowo chciałbym pozyskać względnie stabilną grupę Elektorów, która rokrocznie będzie stanowiła trzon głosujących. Jesteśmy na dobrej drodze do tego celu, bo 29 osób głosowało po raz drugi, a więc brało udział w obu edycjach Nagrody: 2008 i 2009. Innymi słowy, 56% Elektorów z 2008 roku powtórnie przystąpiło do głosowania w 2009 roku. Trudno powiedzieć, czy to dużo, bo pierwsze głosowanie – jak wspomniałem – było nietypowe. Wydaje mi się, że na przyszłość pułap 80 osób głosujących byłby optymalny i jestem przekonany, że w przyszłym 2010 roku go osiągniemy.

Andrzej Zimniak

Ustanowienie Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego

Od kilku lat przemyśliwałem nad ustanowieniem literackiej nagrody profesjonalistów, która byłaby przyznawana utworom napisanym w konwencji fantastyki. Mamy w tej dziedzinie same nagrody plebiscytowe, dlaczego nie zrobić przynajmniej jednej przyznawanej przez jury, złożonego z autorytetów? Wyraz swoim koncepcjom dałem w artykule p. t. “Nagrody i plebiscyty”, zamieszczonym w Nowej Fantastyce 2/2008, s. 75, lecz odzew na ten tekst był nikły. Po kilku miesiącach zmodyfikowałem i skonkretyzowałem swoją wypowiedź i pod tytułem “Propozycja ustanowienia nagrody profesjonalistów im. Jerzego Żuławskiego” posłałem do portalu “Poltergeist”, gdzie pod każdą publikację podłączone jest forum dyskusyjne. Pod moim tekstem, który ukazał się 3.06.2008, natychmiast stawili się dyskutanci i ów zarodek krystalizacyjny zaczął błyskawiczne narastać, aż zamienił się w dysputę – rzekę. Byłem zbudowany, ale ponieważ nie pojawił się żaden lider, zdecydowany działać w kierunku ustanowienia nagrody, sam musiałem podjąć się tej roli – w przeciwnym razie na Polaków rozmowach by się skończyło. Nadal nie sądzę, abym był najlepszym kandydatem, ale szalę przeważyło to, że zostałem poproszony o pokierowanie przedsięwzięciem – więc przystąpiłem do pracy.

Spośród respondentów, którzy byli chętni do pomocy, widzieli sens ustanowienia takiej nagrody i wypowiadali się w sposób świadczący o kompetencji, powstał najpierw Komitet Założycielski (8 czerwca 2008 r.), a z niego wyłonił się Komitet Organizacyjny (22 czerwca) – jego skład podamy wkrótce. Tempo przygotowań było imponujące, a to dlatego, że jeszcze w roku 2008 chcieliśmy wręczyć nagrody. Przed końcem czerwca mieliśmy już regulamin, kompletne jury, zgodę spadkobierczyni Jerzego Żuławskiego na używanie nazwy, patronat Stowarzyszenia Pisarzy Polskich z możliwością korzystania z ich sali konferencyjnej, patronat portalu Poltergeist i obietnicę ze strony klubu Cytadela Syriusza urządzenia galowego wręczania dyplomów. Ponadto, zaawansowane było głosowanie ok. 50 elektorów, na podstawie którego zaplanowano wyłonienie listy nominacji. Continue reading ‘Ustanowienie Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego’